Dyslalia – czy jest się czym martwić?

Spis treści

dyslalia

Być może usłyszał*ś je niedawno, odbierając swoje dziecko z przedszkola. Dyslalia – brzmi nieznajomo, trochę niepokojąco. Oznacza ono dosłownie „zaburzenie mowy”, więc nie dziwię się, że może wywoływać panikę. Na razie odetchnij. To nie wyrok, to jedynie pierwszy krok – przepowiednia, a nie diagnoza. Co musisz o niej wiedzieć? Kiedy trzeba się zacząć przejmować, co robić i w jakim celu? 

Od pomyłki do bełkotliwego wyzwania – co kryje się pod słowem „dyslalia”?

Pojęcie dyslalii jest bardzo ogólne. Obejmuje ono dosłownie wszystkie zaburzenia artykulacji, czyli nieprawidłowe wymawianie głosek, które nie są spowodowane uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego (choć, oczywiście, logopeda musi to wykluczyć). Można porównać to do diagnozy „problem z dłonią” – może chodzić o małe stłuczenie palca, ale i o poważne złamanie.

Właśnie dlatego tak ważne jest, aby dopytać logopedę, jak zaawansowana jest dyslalia u dziecka.

Dla większości maluchów mówimy o dyslalii jednorakiej. To ta najmniej niepokojąca wersja, w której dziecko nie potrafi prawidłowo wymówić tylko jednej, konkretnej głoski. Wasz przedszkolak uroczo zamienia „r” na „l”? Technicznie to jest dyslalia, a konkretnie rotacyzm, ale jego mowa jest w pełni zrozumiała. W większości wypadków to zjawisko zanika samoistnie wraz z rozwojem mowy.

Nieco bardziej złożona jest dyslalia wieloraka, gdzie kłopot dotyczy kilku lub kilkunastu głosek. Wymaga ona oczywiście dłuższego procesu terapeutycznego, ale wciąż pozwala na komunikację.

Najrzadziej, choć się zdarza, diagnozowana jest dyslalia całkowita, gdy mowa staje się bełkotliwa i zupełnie niezrozumiała, a dziecko nieprawidłowo artykułuje większość dźwięków. Wtedy faktycznie potrzeba intensywnych, skoordynowanych działań.

Większość przypadków mieści się w tej pierwszej, łagodniejszej kategorii. Dlatego nie wpadajcie w panikę, dopóki nie otrzymacie konkretów od logopedy.

Najczęściej spotykane oblicza dyslalii

  1. Stygmatyzm to najszerszy obszar, dotyczący głosek syczących (s, z, c, dz), szumiących (sz, ż, cz, dż) oraz ciszących (ś, ź, ć, dź). Jeśli język dziecka ucieka między zęby podczas mówienia sankach, to jest to właśnie jedna z form seplenienia. 
  2. Inne popularne kłopoty to lambdacyzm (zamiana l), kappacyzm i gammacyzm (zamiana k i g).
  3. Warto też wspomnieć o wymowie bezdźwięcznej, kiedy dziecko używa głosek bezdźwięcznych zamiast dźwięcznych.

Skąd te artykulacyjne kłopoty? Przyczyny dyslalii

Dobra wiadomość jest taka, że brak poprawnej wymowy nie bierze się z powietrza. Za każdą dyslalią stoi jakaś przyczyna, którą logopeda musi znaleźć, aby terapia była skuteczna. I tu nie chodzi o szukanie winnego, tylko o ustalenie strategii działania.

Bardzo często problem tkwi w anatomii i sprawności aparatu mowy. Kłopoty z prawidłową artykulacją mogą wynikać z:

  • nieprawidłowej budowy – może to być subtelna wada zgryzu (np. tyłozgryz lub przodozgryz), duża szpara między zębami lub przerośnięty trzeci migdał, który utrudnia oddychanie przez nos,
  • nieprawidłowej pracy narządów – nawet przy idealnej budowie, mięśnie języka i warg mogą być zbyt słabe lub źle skoordynowane, np. brak pionizacji języka (tzw. infantylne połykanie, gdy język wsuwa się między zęby) jest jedną z najczęstszych przyczyn seplenienia.

Ponadto musimy zawsze sprawdzić słuch. Dziecko, które nie słyszy precyzyjnie różnic między dźwiękami, nie będzie w stanie ich poprawnie wymawiać. W rzadszych przypadkach kłopoty mogą wynikać z opóźnionego rozwoju psychicznego lub braku odpowiedniej stymulacji w środowisku. Niemniej – to wszystko sprawdza logopeda podczas konsultacji, niekiedy również odsyłając do innych specjalistów w celu ustalenia szerszego kontekstu.

Dyslalia – powoli do celu

Jeśli wada wynika z przyczyn anatomicznych, musimy ją najpierw skorygować. Dopiero gdy zęby, migdały czy podniebienie są w porządku, terapia logopedyczna ma sens i szansę na sukces.

Samo leczenie polega na regularnym usprawnianiu aparatu mowy. Ćwiczy się wargi i język – bo to te mięśnie muszą nauczyć się nowej „choreografii”.  „Konik”, „malowanie podniebienia” czy dmuchanie piórka to punkt stały wizyt, a wszystko po to, żeby wzmocnić oddech. Krok po kroku, w formie gier i zabaw, uczy się dziecko prawidłowej artykulacji tej jednej, sprawiającej kłopot głoski. Od sylaby, do wyrazu, a potem do zdania.

Ale nie tylko logopeda odgrywa tu ważną rolę. Równie istotni są rodzice, bo to oni spędzają najwięcej czasu z dzieckiem. 5-10 minut to niewiele w skali całego dnia, ale bardzo dużo przy regularnym ćwiczeniu. 

Tutaj, tak jak w przypadku większości zaburzeń, najważniejsza jest współpraca – logopedy i rodziców. Powoli do celu, czasem błądząc i poprawiając się, czasem jak po maśle, ale konsekwentnie – do przodu.

Kursy on-line