Nie jestem pewna diagnozy – co robić i jak wyjść z tego impasu?
W głowie masz wielką, czarną dziurę i jedyne, co myślisz, to: Nie jestem pewna diagnozy, a rodzic patrzy na Ciebie z nadzieją i pyta: Co dalej?. Pani Dorota napisała do mnie niedawno dokładnie z tym pytaniem i powiem Wam szczerze: to wcale nie jest dziwne, to wcale nie oznacza, że się nie nadajecie. Diagnoza to nie jest rzecz, którą stawia się w pięć minut na kolanie. To nie jest szybki impuls ani pieczątka przybita na pierwszej wizycie. To proces – długa, fascynująca, ale też wymagająca droga, łącząca ze sobą mnóstwo rozrzuconych kropek.
Nie jestem pewna diagnozy – bo to proces a nie jedno spotkanie
Pamiętajcie, że diagnozy nie przeprowadzamy na „tu i teraz”, w ciągu jednego, a często nawet dwóch czy trzech spotkań. Jako logopedzi patrzymy przecież na dziecko w sposób całościowy i holistyczny. Jasne, są żuki, które od razu po przekroczeniu progu gabinetu mają dosłownie wielką flagę z napisem, ale nie zdarza się to bardzo często.
Wyobraźcie sobie zresztą taką sytuację z gabinetowego życia: przychodzi do Was mały pacjent. Bardzo chcecie go rzetelnie zdiagnozować, ale na wejściu widzicie absolutny miks jogurtowy najróżniejszych zachowań. W głowie natychmiast zaczyna się gonitwa myśli: Czy idziemy w stronę opóźnionego rozwoju mowy? A może to afazja? Czy to alalia? Zaburzenia ze spektrum autyzmu? A może po prostu rodzice nie ogarniają tego dziecka wychowawczo i brak mu jasnych granic?
I kiedy w tym całym chaosie zdezorientowany rodzic patrzy Wam prosto w oczy i pyta: Co robimy dalej?, to trzeba odpowiedzieć prosto z mostu: Wiecie Państwo co? Ja nie wiem.
I mam do tego pełne prawo! Wy też je macie. Nie jesteśmy wróżkami, nie mamy kryształowej kuli, a ludzki mózg i rozwój małego człowieka to zbyt skomplikowana machina, by oceniać ją po jednym dzwonku na korytarzu.
Nie jestem pewna diagnozy – porozmawiaj szczerze z rodzicami
Zamiast udawać nieomylnych ekspertów i stawiać pochopne wyroki, warto postawić na pełną szczerość. Zawsze uświadamiam opiekunom jedną, bardzo ważną rzecz: ja się znam wyłącznie na swojej działce i absolutnie nie oczekuję od nich, że będą mieli taką samą wiedzę jak ja. Oni nie muszą wiedzieć. Mają prawo czuć się zagubieni.
Więc jak ułożyć tę współpracę, kiedy nie mamy pewności? Siadamy i tłumaczymy, że przed nami rozkłada się mapa z kropkami, które musimy powoli połączyć.
Mówię wtedy rodzicom tak: Mamy kilka różnych kropek. Pierwsza kropka to fakt, że dziecko nie reaguje na imię, nie inicjuje interakcji – czyli nas nie zaczepia i jakby nie potrzebuje nas do tej zabawy, a to jest kluczowy element. Zanim zdiagnozujemy powód, musimy stworzyć solidną bazę. I od tej bazy dzisiaj zaczynamy.
Zamiast sztywnych definicji, wprowadzamy plan małych kroków:
- Eliminacja fizjologii i wsparcie specjalistów. Na samym początku wykluczamy prozaiczne, ale niezwykle częste przyczyny. Wyślijmy rodziców do laryngologa czy audiologa. Jeśli maluch ma zatkaną trąbkę słuchową albo wysięk w uchu, to odbiera świat tak, jakby był stale pod wodą. Dźwięki do niego docierają, ale są zniekształcone, niewyraźne i szalenie trudne do zakodowania w głowie. Bez czystego słuchu trudno budować mowę.
- Budowanie fundamentów komunikacji. Jeśli uda nam się zaktywizować bazę – mały żuk zaczyna na nas patrzeć, reaguje na imię, pojawia się piękny gest wskazywania palcem – dopiero wtedy otwieramy drzwi do kolejnego etapu, jakim jest rozwijanie potrzeby komunikacji werbalnej.
Nie jestem pewna diagnozy – zmień głos i zostaw ciszę
Bardzo często obserwuję rodziców (zarówno w gabinecie, jak i na nagraniach z domu), którzy mówią do dziecka niesamowicie dużo, bardzo szybko i ciągiem. Do tego w tle wiecznie gra telewizor, leci radio, a w pokoju mieni się setka grających zabawek.
Mózg malucha w takim przebodźcowanym środowisku po prostu wysiada. Dlatego pierwszą zalecaną przeze mnie zmianą jest wyeliminowanie rozpraszaczy, by dać przestrzeni mózgowej szansę na skupienie się na szczególe – czyli na pojedynczym słowie.
Umawiam się z rodzicami na proste zadanie domowe na najbliższy tydzień:
- Mówcie do dziecka krótko.
- Zmieńcie ton i dynamikę głosu.
- Zostawcie ciszę.
Ta cisza to czysta magia! Mamy dziś ogromny odsetek dzieci z zaburzeniami przetwarzania słuchowego. U nich reakcja na wypowiedziane słowo jest mocno opóźniona. Czasem musimy odczekać nawet 7-8 sekund, aż maluch „zatrybi”! Ten dźwięk musi przecież przejść przez cały układ kostny, trafić do lewej półkuli, zakodować się, zostać przeanalizowany, a potem maluch musi zaplanować ruch narządów artykulacyjnych, żeby cokolwiek odpowiedzieć. A co najczęściej robi dorosły? Po 2 sekundach zagaduje, zadaje drugie pytanie, podpowiada albo zmienia temat… i cała ta skomplikowana praca mózgu dziecka idzie do kosza.
Nie jestem pewna diagnozy – wejdź w skórę swojego małego pacjenta
Gdy już przepracujemy te bazy, znowu dochodzimy do leśnego skrzyżowania. Stajemy na rozdrożu i zastanawiamy się: co teraz? Idziemy do lasu czy w góry? I wiecie co? Znowu możemy nie wiedzieć! I to jest absolutnie w porządku, póki uważnie obserwujemy i rozmawiamy z rodzicami.
A na koniec najważniejsza zasada, którą zawsze się kieruję: wejdźcie w skórę dziecka.
Pomyślcie o nim przez moment. Przychodzi do obcego miejsca, do obcej kobiety. Czasem jeszcze w domu usłyszy tekst w stylu: Idziemy do pani, która będzie cię badać. No i klops! Automatycznie włącza się mechanizm obronny, maluch się zamyka i stawia mur. Bo nikt z nas nie lubi być oceniany, sprawdzany i kontrolowany.
Ale kiedy to samo dziecko wchodzi do gabinetu i widzi ciocię, która się ciepło uśmiecha, ma wyciągnięte fajne, kolorowe zabawki, niczego nie narzuca i nie oczekuję od progu spektakularnych popisów, tylko chce się po prostu z nim pobawić – dzieje się cud. Dziecko powoli się otwiera, zdejmuje pancerz i nagle okazuje się, że jego kompetencje i umiejętności są o wiele wyższe, niż mogłoby się wydawać po pierwszych dziesięciu minutach!
Na koniec
Dajmy sobie i naszym małym żukom czas. Pamiętajcie: diagnoza to proces! Nie nakładajcie na swoje barki presji nieomylności. Łączcie kropki powoli, współpracujcie z rodzicami i po prostu twórzcie dzieciom bezpieczną przestrzeń. A reszta się ułoży.
FAQ – najczęściej zadawane pytania
Czy rodzic nie straci do mnie zaufania, jeśli powiem wprost, że jeszcze nie wiem, co jest dziecku?
Wręcz przeciwnie! Rodzice czują, kiedy ktoś wciska im gotowe regułki z podręcznika, żeby tylko wyjść na eksperta. Szczerość połączona z wyjaśnieniem, że diagnoza to proces łączący różne kropki, buduje ogromne poczucie bezpieczeństwa. Rodzic widzi, że nie strzelasz w ciemno, tylko podchodzisz do jego dziecka indywidualnie.
Co robić, jeśli po wyeliminowaniu problemów ze słuchem i przepracowaniu bazy nadal nie wiem, w którą stronę iść?
To jest ten moment, kiedy nie boimy się prosić o wsparcie innych specjalistów. Odsyłamy malucha do psychologa, neurologa, fizjoterapeuty czy integracji sensorycznej (SI). Pamiętajmy, że logopeda nie działa w próżni, a wielospecjalistyczna perspektywa to jedyna droga do ułożenia tego pełnego obrazu.
Ile czasu maksymalnie powinna trwać diagnoza logopedyczna?
Nie ma jednej sztywnej ramy. Czasem pierwsze jasne wnioski mamy po 2-3 spotkaniach, a czasem weryfikujemy wstępne przypuszczenia przez kilka tygodni aktywnej obserwacji i prób terapeutycznych. Najważniejsze, by rodzic wiedział, na jakim etapie tej drogi obecnie się znajdujemy.
O autorce