Triada logopedyczna – co to jest i dlaczego jest tak ważna?

Spis treści

triada logopedyczna

Współpraca? Idę do logopedy i ma nam pomóc.

No, mój drogi rodzicu, opiekunie lub specjalisto, nie do końca. Mam nadzieję, że to wiesz, bo logopeda to nie cudzotwórca, który dotknie kciukiem czoła swojego małego pacjenta i uzdrowi go w kilka sekund. Niestety, żeby leczenie czy terapia miały sens, potrzebne są 3 filary (tzw. triada logopedyczna): dziecko, rodzic i logopeda.

Dziecko musi chcieć.

Rodzic musi być.

A logopeda musi kierować.

Triada logopedyczna – relacja jako fundament współpracy

Terapia to nie jest samotna podróż – to jest droga do przebycia wspólnie, chociaż główne skrzypce zawsze będzie grać żuk i jego opiekun, bo to oni są ze sobą zżyci i spędzają ze sobą całe dnie. Największe zmiany zachodzą właśnie wtedy, podczas tych banalnych, z pozoru zbyt normalnych sytuacjach, a nie na dywaniku w gabinecie. Choćby nie wiem jak kolorowa była palcówka specjalisty, nigdy nie zastąpi domowego ciepła, w którym dziecko czuje się swobodnie.

Dla rodziców, którzy jeszcze nigdy nie konsultowali się z logopedą albo są dopiero po kilku pierwszych wizytach, to może być spory szok. W końcu idą do specjalisty – z założenia to na nim spoczywa największa odpowiedzialność, prawda?

I jest w tym sporo racji, ale to nie on wraca do domu z dzieckiem. 1h tygodniowo jest jak początek budowania nowego nawyku. To jest zalążek, drogowskaz, skrzynka z narzędziami wręczona osobom, które chcą coś zmienić. Zbudowanie czegoś to już rola żuka i rodziców, bo to oni będą powtarzać to, co zainicjuje logopeda w gabinecie. 

Diagnoza to nie wyrok, to instrukcja obsługi

Wiem, że boisz się diagnozy. Że boisz się tych wszystkich trudnych terminów, papierów i wszystkiego, co może zmienić Waszą rzeczywistość. To nie jest łatwe i nigdy nie będzie, bo na zaburzenia mowy nie ma jednego złotego środka. Chciałabym, żeby był, bo w ten sposób zdjęłabym ogromny ciężar z Waszych ramion. Zamiast tego mamy regularną pracę, która jest trudna. Dlaczego? Bo wymaga sumienności, cierpliwości i wytrwałości, a dni bywają różne – dziecko ma gorszy dzień, nie wyspało się, Wam szef dołożył roboty, skrzynka maili pali się od zadań na wczoraj, a przy okazji ktoś miał wyjąć kurczaka z zamrażarki i tego nie zrobił.

Nie obwiniajcie się za strach – to on jest bodźcem do działania. Tak samo jest w przypadku diagnozy – to Wasza instrukcja, według której możecie działać, a nie wyrok i pieczątka na dokumencie.

Rola logopedy w triadzie logopedycznej

Ktoś może zapytać: „to co robi logopeda w takim razie?”.

Rolą logopedy jest przede wszystkim postawienie diagnozy, ale jeśli wyjdziemy od ogółu i skupimy się na szczegółach, to okaże się, że jest tutaj także:

  1. Stworzenie przyjaznej atmosfery dla rodziców i dzieci.
  2. Bezpośrednia i empatyczna komunikacja.
  3. Ułożenie planu działania i analizowanie efektów.
  4. Aktywne reagowanie na pojawiające się przeszkody w terapii.

Logopeda wylewa fundamenty, nadaje ramy całej współpracy. Przewodzi i daje narzędzia, ale nigdy nie działa za rodziców czy dziecko.

Brak współpracy = brak efektów

Zalecenia, które lądują w szufladzie, nic nie zmienią. Logopeda może pracować nawet 5 dni w tygodniu z dzieckiem, ale jeśli rodzice nie będą aktywnie uczestniczyć w tym procesie, to trudno będzie o efekty terapii. Nie chodzi o to, żeby każdy dzień był idealny. Chodzi o regularność, a ona nie oznacza idealnego grafiku, tylko sumienne starania. To, co pojawi się w gabinecie, musi pojawić się również w domu. W miejscu, gdzie są znajome zabawki, wygodne łóżko, ulubione posiłki i nowy plecak z postacią z bajki. To właśnie tutaj dziecko naprawdę się otwiera i jest podatne na zmiany. To tutaj opadają wszelkie maski i mury. Nie ma lepszego środowiska do ćwiczenia i budowania nowych umiejętności.

Nie na wszystko mamy wpływ

Najgorszy element zostawiłam na koniec. W logopedycznej triadzie najwięcej spoczywa na ramionach rodziców, zaraz za nimi ustawia się specjalista, a na samym końcu dziecko. To właśnie oni przenoszą góry na swoich ramionach i to oni czują największą presję. Po to jesteśmy my, logopedzi – żeby trochę tego ciężaru zdjąć, a przynajmniej pokazać, jak z nim pracować.

Gdybyśmy żyli w utopii, to same chęci i czas by wystarczyły, żeby wszystko się ułożyło. Rzeczywistość jest jednak inna, np. rodzic chce działać, a dziecko się buntuje. Skąd ten bunt? Każda zmiana zaburza rytm i niszczy spokój. Tego nie da się uniknąć. Warto natomiast pamiętać, że każda zmiana stanie się kiedyś nawykiem. Więc to, co dzisiaj powoduje niechęć, po tygodniu stanie się bardziej znośne, aż w końcu zmieni się w rutynę.

Druga sprawa – nie wszystkie dni są takie same. Jednego mamy ochotę podbić cały świat, a drugiego schować na dnie szafy. I to jest okej, drodzy rodzice. Takie dni nie decydują o Waszym sukcesie lub porażce, są po prostu częścią tej – niekiedy naprawdę okrutnej – drogi.

Sukces rodzi się we wspólnocie, czyli w triadzie logopedycznej

Nie mogę Wam obiecać, że wszystko zmieni się na lepsze, jeśli tylko znajdziecie idealnego logopedę, zaangażujecie się na 100%, a Wasze dziecko będzie chciało współpracować. Ale gwarantuję Wam, że sama świadomość istnienia triady logopedycznej i wyrozumiałość do siebie, dziecka i problemu, z którym się mierzycie, daje naprawdę dużo. Szeroka perspektywa pozwala spojrzeć na całą sytuację z większym dystansem, z otwartością na wszystko, co może się wydarzyć.

Pamiętajcie – sukces tkwi we wspólnej pracy, a nie w idealnych wynikach każdego dnia.

Najlepszości i powodzenia w dążeniu do celu!

Kursy on-line